​Rumuńskie organizacje pozarządowe w stanie gotowości. Swobody obywatelskie na celowniku rządu

Chociaż rok 2017 rozpoczął się prawdopodobnie od największych publicznych demonstracji od czasu obalenia Ceauşescu, rumuńskie organizacje pozarządowe walczą obecnie o przetrwanie.

Podobnie jak na Węgrzech, w Polsce i innych krajach UE, rumuński rząd zajmuje się opracowywaniem przepisów ograniczających działalność organizacji pozarządowych. Obecnie parlament pracuje nad kilkoma aktami prawnymi, które, jeśli zostaną przyjęte, poważnie ograniczą podstawowe prawo obywateli do protestowania i pociągania rządu do odpowiedzialności. Chociaż początek roku upłynął pod znakiem zaangażowania społeczeństwa obywatelskiego, dziś bardziej niż kiedykolwiek ważne jest, aby obywatele zachowali czujność na wypadek konieczności obrony swobód obywatelskich.

Społeczeństwo zwycięży

Na początku stycznia nowo utworzony rząd Sorin Grindeanu skorzystał z awaryjnego przepisu, aby przyspieszyć akceptację dekretu znoszącego pewne formy niewłaściwego postępowania przez urzędników państwowych. Zaproponowano również zmianę kodeksu karnego i dekryminalizację korupcji poniżej progu 200 tys. lei (około 43,5 tys. euro).

Władza argumentowała, że przyczyną wprowadzania takich zmian jest chęć zmniejszenia przeludnienia w rumuńskich więzieniach. Korupcja wśród urzędników jest w Rumunii szeroko rozpowszechniona, a wielu z nich przebywa obecnie w zakładach karnych. Tylko w ubiegłym roku oskarżono o korupcję 30 wysokiej rangi urzędników, w tym kilku byłych ministrów i zastępcę szefa banku centralnego. Dekret i zmiany w kodeksie karnym są postrzegane przez obywateli i organizacje pozarządowe jako próba oczyszczenia urzędników z popełnionych zbrodni i odizolowania polityków od przyszłych dochodzeń w sprawie korupcji.

Wkrótce w Bukareszcie i w innych miastach w całym kraju, doszło do zorganizowanych protestów przeciwko nowym reformom. Grupy społeczeństwa obywatelskiego skutecznie zmobilizowały dziesiątki tysięcy osób do udziału w kilkudniowych protestach. 5 lutego w Bukareszcie odbyła się największa publiczna demonstracja od czasu obalenia Nicolae Ceausescu, w której ponad pół miliona osób domagało się dymisji rządu.

Odpowiedź była szybka: tego samego dnia dekret został uchylony, a 8 lutego w parlamencie zgłoszono wotum nieufności wobec rządu. Chociaż nie z łatwością, rządowi udało się przetrwać: posłowie rządzącej koalicji wstrzymali się od głosu, uniemożliwiając przeciwnikom uzyskanie niezbędnych 50 procent głosów.

Wolności obywatelskie zagrożone

Wydawało się, że sukces demonstracji sprawił, że wielu rumuńskich polityków zdało sobie sprawę z prawdziwej siły społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwo nie pozostawiło żadnych wątpliwości co do tego, że ma wystarczającą władzę, aby pociągnąć rząd do odpowiedzialności. Rumuńscy urzędnicy, być może nieco spanikowani, zaczęli wysuwać publiczne oświadczenia i tworzyć przepisy mające utrudnić korzystanie ze swobód obywatelskich i skomplikować pracę organizacji pozarządowych.

Tydzień po uchyleniu zarządzenia, minister pracy Olguta Vasilescu ostrzegła protestujących, którzy wciąż demonstrowali przeciwko rządowi, że muszą przestrzegać prawa, które mówi, że rodzice nie mogą zabierać dzieci na publiczne demonstracje.

Inny członek PSD, Arges Catalin Radulescu, powiedział w czasie protestów, że policja powinna użyć przeciwko demonstrantom armatek wodnych. Wspomniał także, że wciąż posiada karabin szturmowy AKM, który zdobył podczas rewolucji i jest gotowy użyć go przeciwko protestującym.

Jednak inicjatywy legislacyjne mogą wyrządzić o wiele więcej trwałych szkód niż negatywna retoryka rządu. W marcu ustawa trafiła do senatu, który zaproponował, że za próbę "utrudnienia porządku konstytucyjnego" powinna grozić kara do trzech lat pozbawienia wolności. Ustawa spowodowałaby, że publiczne protesty, w tym takie, które miały miejsce w lutym, byłyby nielegalne. Na szczęście projekt ustawy wciąż jest w toku legislacji i można go jeszcze zablokować.

Być może najbardziej alarmującą inicjatywą ustawodawczą, która ma się pojawić w tym roku, jest projekt ustawy, który wymusiłby zamknięcie każdej organizacji pozarządowej, która nie publikuje sprawozdań dotyczących swojego budżetu operacyjnego dwa razy w roku. Projekt ustawy, zaproponowany na początku czerwca, wydaje się być skopiowany z podobnej ustawy przyjętej niedawno na Węgrzech (opartej na prawie rosyjskim), która zmusza każdą organizację pozarządową otrzymującą ponad 24 tys. euro z darowizn z zagranicy do zarejestrowania się jako "zagraniczny agent".

Walka o przetrwanie

Reakcja rumuńskich organizacji pozarządowych na wniosek dotyczący sprawozdawczości budżetowej była ostra. Kilka najważniejszych organizacji w kraju, w tym członek Liberties APADOR-CH, opublikowało list protestacyjny przeciwko ustawie i wezwało parlamentarzystów do jej odrzucenia. W wyniku wywartej presji, prace nad ustawą zostały wstrzymane do końca wakacji.

Chociaż nie doszło do zdecydowanej reakcji ze strony innych państw, co być może było spowodowane nadzieją, że posłowie odzyskają jeszcze rozum, sytuacja w Rumunii nie uszła uwadze Brukseli. W kwietniu eurodeputowani z grupy Zielonych/EFA w Parlamencie Europejskim wydali oświadczenie, w którym ostrzegli rumuński rząd przed próbą "ograniczenia wolności i swobód, którymi cieszą się obywatele i organizacje społeczeństwa obywatelskiego". Jeśli rząd zdecyduje się wznowić prace nad wspomnianymi wyżej ustawami, niezbędna będzie silniejsza i bardziej zdecydowana reakcja PE.

Zdecydowane stanowisko opinii publicznej, która jest przeciwna oczernianiu organizacji pozarządowych, jest szczególnie ważne ze względu na niebezpieczeństwo, jakie stanowią takie ataki – niebezpieczeństwo wykraczające poza oczywiste ograniczenia naszych praw. Negatywna retoryka polityków skierowana wobec działaczy organizacji pozarządowych, a nawet groźby wobec ich zwolenników, mogą być łatwo postrzegane jako domniemana zgoda na przemoc. Takie zachowania obserwowaliśmy już w innych krajach UE, w których rząd okazał swoją niechęć wobec organizacji działających na rzecz swobód obywatelskich. Politycznie umotywowane pobicie słowackiego pracownika organizacji pozarządowej we wrześniu 2016 r. i splądrowanie biur grupy praw LGBT w Polsce w czerwcu tego roku, to tylko dwa z wielu przykładów.

Tak naprawdę już obserwujemy takie sytuacje w Rumunii: w czerwcu mężczyzna został pobity w drodze na marsz równości w Bukareszcie tylko dlatego, że na jego koszulce widniała tęczowa flaga LGBT. Otwarte groźby przemocy ze strony polityków to milcząca zgoda na agresję.

Ponieważ deputowani wracają do pracy po wakacyjnej przerwie, prace nad wspomnianymi aktami prawnymi mogą zostać wznowione. Chociaż początek roku upłynął pod znakiem zaangażowania społeczeństwa obywatelskiego, uczyniło to z niego cel dla polityków, którzy chcą uniknąć odpowiedzialności przed opinią publiczną. W Rumunii, podobnie jak w innych częściach UE, organizacje pozarządowe wkraczają teraz na początkowe etapy nowej walki o przetrwanie nie tylko swoje, ale także demokracji i rządów prawa.