​Nowa dyrektywa w sprawie praw autorskich zagraża wolności słowa

Zakończyły się trwające od lat negocjacje. Unijne instytucje ostatecznie uzgodniły nowe europejskie przepisy dotyczące praw autorskich. Czy stanowią zagrożenie dla wolności słowa? Czy zostanie wprowadzony obowiązek filtrowania treści? Wyjaśnimy.

Po dwóch i pół roku gorącej debaty Komisja Europejska, Parlament Europejski i państwa członkowskie UE osiągnęły porozumienie w sprawie dyrektywy dotyczącej praw autorskich. Był to bardzo długi proces, a ostateczne głosowanie w Parlamencie Europejskim odbędzie się dopiero w kwietniu.

Zmiany były nieuniknione, ale obecne przepisy zagrażają wolności słowa

Modyfikacja unijnych przepisów w zakresie prawa autorskiego była nieunikniona i istnieją pewne obszary, w których zmiany były naprawdę potrzebne. Nowe przepisy są ważne dla właścicieli praw, w tym artystów, wydawców, wytwórni fonograficznych, a także dla użytkowników, takich jak naukowcy i ludzie, którzy po prostu oglądają filmy lub czytają wiadomości w internecie. Jedyną grupą, która dobrze radziła sobie z poprzednimi przepisami, były duże firmy internetowe, które zarabiają miliony euro na pracy innych ludzi. Art.13 miał zmusić internetowych gigantów do zawarcia umów licencyjnych z właścicielami praw autorskich i do dzielenia się przychodami uzyskiwanymi z pracy innych. Do takich działań zaliczyć możemy zbieranie i wyświetlanie przez Google artykułów stron trzecich, a także czerpanie zysków przez portal YouTube z filmów przesłanych przez użytkowników.

Rozwiązanie problemu nierównowagi ekonomicznej, oferowane przez unijnych decydentów, spełniło jedynie oczekiwania właścicieli praw autorskich. W związku z tym inni zainteresowani wysłali listy otwarte, prosząc decydentów o zawieszenie negocjacji z uwagi na art. 13 lub anulowanie całego projektu dyrektywy. Zainteresowanymi stronami byli: pracownicy naukowi, Europejskie Towarzystwo Praw Autorskich, organizacje praw człowieka, specjalny sprawozdawca ONZ ds. promowania i ochrony prawa do wolności opinii i wypowiedzi, użytkownicy indywidualni i różne stowarzyszenia reprezentujące interesy sektora kreatywnego.

To, co martwiło te organizacje, w tym Liberties, to to, że przepisy stanowiły zagrożenie dla wolności słowa. Proponowany art. 13 zmusiłby dostawców usług udostępniania treści online do korzystania z filtrów treści w celu uniknięcia najmniejszej szansy na naruszenie praw autorskich. Ci, którzy sprzeciwiali się temu rozwiązaniu technicznemu twierdzili, że zautomatyzowane filtry nie mogłyby odróżniać treści zgodnych z prawem od treści niezgodnych z prawem. Gdyby przepis wszedł w życie platformy internetowe korzystałyby ze specjalnych programów, które blokowałyby każdą treść, która może okazać się problematyczna, tak aby uniknąć odpowiedzialności za materiały przesyłane przez użytkowników.

Unijni prawodawcy mogli to zrobić o wiele lepiej

Nie tylko filtry treści są źródłem problemów. Martwi nas także brak zabezpieczeń, które chroniłyby nasze podstawowe prawa. Ochrona wolności wypowiedzi ma kluczowe znaczenie dla uniknięcia obowiązku monitorowania i wymogu filtrowania. Przekonywaliśmy także, że właściciele praw autorskich i platformy powinny ponosić odpowiedzialność za usuwanie zgodnych z prawem treści generowanych przez użytkowników, a nie tylko odpowiadać za publikowanie treści naruszających prawa autorskie. Sankcje za usunięcie zgodnych z prawem treści zmieniłyby postawę platform internetowych, a treść użytkowników byłaby lepiej chroniona. Poprosiliśmy decydentów o wprowadzenie klauzuli, która zmotywowałaby internetowych gigantów do zachowania przejrzystości. Chcielibyśmy również, aby w całej UE utworzono mechanizmy prawne, które pomogłyby w rozstrzyganiu sporów między użytkownikami, właścicielami praw autorskich i platformami internetowymi.

Unijni decydenci mogliby ustanowić nowy system praw autorskich, który byłby lepiej dopasowany do istniejącej technologii i sposobu, w jaki zmieniają się media. Byłaby to świetna okazja do zmiany prawa autorskiego i zastanowienia się nad tym, co rozumiemy pod pojęciem użytku prywatnego i jakie są wyjątki dotyczące tego, kiedy i jak wykorzystywane są dzieła chronione prawami autorskimi.

Ostateczny projekt dyrektywy jest jednak daleki od ideału. Cieszymy się z pewnych zabezpieczeń zagwarantowanych przez nowe przepisy -uzgodniono, że krytyka, recenzja, karykatura, parodia oraz pastisz nie będą ograniczone filtrami treści. Może to uratować memy i inne parodie zamieszczane w internecie. Ale główne problemy wynikające z art. 13 nie zostały rozwiązane.

Rygorystyczne zasady doprowadzą do całkowitego usuwania treści

Start-upy i mniejsze firmy nie będą zwolnione z wymogu filtrowania treści. Przewiduje się pewne wyjątki od regulaminu, ale tylko dla firm spełniających wszystkie trzy warunki. Nie ma jednak ani jednego dostawcy usług udostępniania treści online, który spełniałby te wymagania, chyba że rozpoczyna działalność od zera. Z wymogu filtrowania treści będą zwolnione małe platformy online, które funkcjonują na rynku nie dłużej niż trzy lata, nie wykazują obrotów powyżej 10 mln euro i które mają mniej niż 5 mln odwiedzających miesięcznie. Firmy muszą spełniać wszystkie trzy kryteria, aby mogły zostać zwolnione z dodatkowych obciążeń i nawet one muszą udowodnić, że dołożyły wszelkich starań, aby uniemożliwić dalsze przesyłanie treści, za które zostały upomniane.

Największym problemem jest to, że dyrektywa w sprawie praw autorskich zmieni zasady odpowiedzialności pośredniczących dostawców usług internetowych bez ponownego rozważenia potencjalnych skutków ubocznych i szkód spowodowanych zmianami przepisów. Osoby, które tylko zarządzają treścią tworzoną przez innych, i tak będą odpowiedzialne za naruszenie praw autorskich. Jak dotąd firmy hostingowe, które zostały powiadomione o naruszeniu praw autorskich, aby uniknąć odpowiedzialności musiały usunąć sporne treści. Od tej chwili ograniczenie odpowiedzialności nie będzie miało zastosowania do dostawców usług udostępniania treści online. Będą oni odpowiedzialni za treści przesłane przez swoich użytkowników, nawet jeśli nie byli świadomi naruszenia praw autorskich. Aby uniknąć odpowiedzialności, firmy zainstalują programy filtrujące i będą monitorować i blokować treści generowane przez swoich użytkowników. Oznacza to, że usuną lub zablokują wszystko, co stanowi najmniejsze ryzyko naruszenia praw autorskich. Może to być pięciolatek śpiewający piosenkę lub film z politycznego protestu z muzyką chronioną prawem autorskim w tle.

Co teraz?